poniedziałek, 25 stycznia 2016

Heroine

obrazek 
Za młodu mieszkałam w skromnej willi, u pewnej pary. Zachcianki młodych sprawiły, że w domu pojawił się kilka dni po ślubie pies, czyli ja. Nie znali się jednak na rasach, ogółem z psami mieli do czynienia tyle, co lew z myszą [jakkolwiek to brzmi xd]. A cóż ja miałam robić, oni powinni się dostosować, a nie ja; więc na jednym z spacerów, kiedy puścili mnie luzem, 'ot tak', skorzystałam z okazji i uciekłam. Na wolności było mi lepiej, przynajmniej nie musiałam wtykać sobie do pyska suchej i niedobrej karmy z najbliższego spożywczaka. I było mi dobrze, aż do momentu kiedy nastały deszcze. Nie przepadam za brudnym i mokrym futrem, które zapewnia mi jeszcze zimno. Nie dla mnie taka pogoda. Ale nastały i dobre czasy, kiedy to rtęć na termometrach wynosiła ponad 20 stopni celcjusza, czyli pogoda w sam raz. Ale za to komary, brr... Jak by tu dogodzić? W dodatku susze uniemożliwiały dostęp do wody, bowiem woda szybko wysychała. I pewnie dawno bym nie żyła, albo chociaż byłabym ciężko chora, gdyby nie to, że pewien przedstawiciel mojego gatunku, Deane, zaprosił mnie do jego małej oazy, Forest Dogs. Lekko skinęłam głową, że mogę przyjąć zaproszenie, a nawet został tam na zawsze. Co się robi dla dostatku... Koniec znacie sami. Jestem tu, żyję, oddycham.